Piotr Pastusiak

Nasz kolega Piotr Pastusiak od niespełna roku walczy o odzyskanie zdrowia i sprawności ruchowej. Nagła choroba — uraz kręgosłupa na odcinku szyjnym, sparaliżowała nie tylko ciało, ale również całe dotychczasowe życie Piotrka, któremu w jednej sekundzie załamał się cały świat. Leczenie — stricte szpitalne — było bardzo ciężkie, wielokrotnie lekarze walczyli o jego życie, przeprowadzona została skomplikowana operacja, która niestety nie przyniosła pozytywnych zmian — wstawiono wtedy tytanowe kręgi.

Hospitalizacja trwała, następowały kolejno problemy z oddychaniem, zator płuc, zapalenia, infekcje, ale te poważne dolegliwości były błahe w porównaniu z cierpiącym umysłem, który pragnął powrotu do normalności… do przeszłości. Marzenia Piotrka stały się dla nas — przyjaciół, znajomych — impulsem do podjęcia działań, które umożliwią pozyskanie środków finansowych na jego leczenie i rehabilitację. Kiedy Piotr przebywał jeszcze w szpitalu, my ruszyliśmy z pierwszymi akcjami charytatywnymi dla niego — zorganizowaliśmy festyn rodzinny, następnie kwestowaliśmy na imprezach sportowych, torze motocrossowym, koncercie, sprzedawaliśmy rękodzieło na kiermaszach świątecznych, a ostatnio wszyscy spotkaliśmy się na karnawałowym balu charytatywnym.

Wszystkie pieniądze, które udało nam się zgromadzić podczas tych wydarzeń, w całości trafiły na konto fundacji, a następnie rozdysponowane zostały na kolejne etapy leczenia. Jednakże bardzo duże koszty specjalistycznej rehabilitacji, fizjoterapii, badań, dojazdów, konsultacji medycznych, sprzętu, wyposażenia (łóżko, wózek) oraz innych niezbędnych podczas leczenia medykamentów — sprawiły, że pieniądze zaczęły topnieć z tygodnia na tydzień.

Dlatego z nadejściem wiosny pragniemy znowu podjąć się kolejnych wyzwań i ruszyć z impetem do działania. Rehabilitacja dla Piotrka jest niezbędna, za wszelką cenę musi być kontynuowana bo inaczej ciężko wypracowana do tej pory minimalna poprawa sprawności ruchowej może zostać zaprzepaszczona – bezpowrotnie. Niestety nasza służba zdrowia daje zaledwie kilkanaście godzin rehabilitacji w ciągu roku — to właściwie tak jakby jej w ogóle nie było… Należy wspomnieć, że na najdrobniejsze efekty rehabilitacji (szczególnie przy tak poważnym urazie kręgosłupa), trzeba bardzo długo czekać. Wierzymy, jednak że dzięki otwartym sercom wielu, wielu dobrych ludzi uda nam się „przyśpieszyć czas” i dać Piotrkowi możliwość przytulenia wreszcie swoich dzieci… Bądźmy razem i pomagajmy!!!

PRZYJACIELE